08 stycznia 2010
maelstrom

Zapraszam na ciekawy wywiad z MIchaelem Emersonem, który opowiada o Benie, zachwyca się urodą Richarda i zdradza kilka
spoilerków dotyczących sezonu 5.
Liz: Przemienił Pan postać Bena Linusa po swojemu, co przerosło oczekiwania samych producentów. Czy przyczynił się Pan do rozwoju tej postaci wraz z rozwojem serialu?
Michael: Nigdy nie zadzwoniłbym do scenarzystów z pomysłem na postać czy na jakiś nowy wątek. Ale wiem, że oni przyglądają się nam, przyzwyczaili się do mnie, do mojej mimiki i do tego jak gram, jak stoję i jak drapię się po głowie. Moja postać coraz bardziej do mnie pasuje. Z każdym sezonem zanika granica między tym, jak powinno zagrać się tę postać a jak ja ją przedstawiam.
Liz: Czyli z czasem jest Panu coraz łatwiej?
Michael: Zgadza się. Ale to nie znaczy że jest mi z tym dobrze. W tym sezonie kilka razy zdarzyło się, że nie byłem pewien czy w ogóle gram. Kiedy codziennie gra się tę samą postać, nie trzeba się specjalnie przygotowywać rano, przed pracą. Wiem jak (Ben) się zachowuje i to jest trochę niepokojące, bo jestem przyzwyczajony do ciągłej refleksji nad bohaterem, a teraz wydaje mi się, że tego mi brakuje. Może się mylę, ale mam takie dziwne uczucie.
Liz: Jeden z fanów serialu zauważył, że Pan, albo Ben, prawie wcale nie mruga. Czy to świadoma decyzja czy taki jest po prostu Michael Emerson?
Michael: Nie myślę o tym. Już kiedyś ktoś o tym wspominał. Może to przyzwyczajenie z teatru. Może chodzi o to aby zachować pewne napięcie albo aby nie przerwać kontaktu wzrokowego. Nie chcę o tym myśleć za dużo.
Liz: Proszę opowiedzieć o tym, jak przesunął Pan zamarznięte koło. Czy ważyło tylko 1 kg czy faktycznie było takie ciężkie, na jakie wyglądało?
Michael: Było ciężkie. Próbowaliśmy je przesuwać bez obciążenia ale wtedy ciężko było udawać trud z jakim Ben przesuwał koło. Posadziliśmy na nie, po drugiej stronie, największego faceta z ekipy. Ważył 125 kg. Wtedy naprawdę musiałem się namęczyć. To pomogło.
Liz: Z którymi aktorami najbardziej lubi Pan pracować? Przeczytałam gdzieś, że nie został Pan ciepło przyjęty na planie, kiedy dołączył Pan do obsady. Czy to prawda?
Michael: Kiedy dołącza się tak późno do serialu, to człowiek trzyma się trochę na uboczu. Pozostali aktorzy byli na planie już od paru lat, mają swoje rodziny i swoje sprawy -wywiadówki czy trening piłki nożnej. Ja mieszkam w innej części wyspy. Często wyjeżdżam ale dobrze dogaduje się z obsadą. Z wieloma aktorami jeszcze nie miałem okazji pracować. To trochę dziwne w tym serialu.
Bardzo lubię pracować z Terry O'Quinnem (Locke). Podoba mi się jego gra i myślę, że sceny Locka z Benem są wyjątkowo dobrze napisane. Ich dialogi są kwintesencją LOST.
Liz: Czy zobaczymy taką scenę w tym sezonie?
Michael: Będzie wiele niesamowitych, epickich scen z Benem i Lockiem. To będzie coś, czego się nie spodziewacie.
Liz: Proszę powiedzieć coś więcej o Benie. Opinie fanów na jego temat są podzielone – jedni uważają że jest zepsuty do szpiku kości a inni sądzą, że tak naprawdę jest dobry tylko wyznaje zasadę “ cel uświęca środki.” Jakie jest Pana zdanie? Czy zna Pan odpowiedź na to pytanie?
Michael: Może jestem naiwny ale skłaniam się w stronę tej drugiej opinii. Być może tylko tak jestem w stanie grać tę postać. Nawet jeśli ostatecznie okaże się, że Ben jest w 100% czarnym charakterem to i tak będę szukał w nim czegoś dobrego aby znaleźć uzasadnienie jego działań.
On jest bardzo zagadkową postacią. Myślę że scenarzyści nie uważają go za łotra. Podoba im się to, że Ben jest wielkim znakiem zapytania. To dlatego lubią mnie – ja również stawiam ten znak zapytania.
Liz: Czy w tym sezonie Ben powróci na wyspę?
Michael: Na pewno intensywnie nad tym pracuje. Nie jestem pewien czy wolno mu powrócić na wyspę w naturalnym ciągu zdarzeń. Być może musi wydarzyć się cos bezprecedensowego aby mógł powrócić. Ale na pewno chce aby Oceanic 6 powrócili na wyspę.
Liz: Pozostał jeden sezon do zakończenia serialu. To dobrze dla fabuły ale niekoniecznie dobra wiadomość dla aktorów, którzy uwielbiają pracować nad serialem. Czy myślał Pan co będzie dalej? Ma Pan jakieś plany na przyszłość?
Michael: Nie. Zawsze uważałem się za aktora estradowego więc chciałbym grać w sztukach teatralnych. Ale jestem otwarty na wszelkie propozycje o ile nie będą zbyt podobne do roli Bena.
Liz: A czy otrzymał Pan wiele propozycji zagrania bohaterów podobnych do Bena?
Michael: Ben nie jest jedynym niebezpiecznym, psychotycznym bohaterem którego grałem. Często takich grywałem i nadal dostaję podobne propozycje, na przykład zagrania seryjnych morderców. Jest oczywiście wiele ciekawych aspektów takiej roli ale uważam, że lepiej na jakiś czas odpocząć od takich bohaterów. Nie chcę aby ludzie kojarzyli mnie tylko z takich ról. Bardzo lubię grać w teatrze bo często występuję w komediach, gdzie gram głupców – to dla mnie frajda. To dobry sposób aby urozmaicić swoją grę.
Liz: Evangeline Lilly w jednym z wywiadów przyznała, że nie interesuje ją mitologia LOST a bardziej ciekawią ją relacje bohaterów. A jak jest w Pana przypadku?
Michael: Lubię pracować na planie serialu ale nie jestem pewien czy LOST ma w sobie jakąś głęboką mitologię. Serial jest skomplikowany i na tyle interesujący aby skłaniać do refleksji. Bardzo mi się to podoba i doceniam fakt, że serial skłania innych ludzi, widzów, do dyskusji. Ja nie zastanawiam się nad tym jakoś szczególnie ale podoba mi się to. Podziwiam naszych scenarzystów – oni cały czas mnie zadziwiają. Wydaje mi się, że ostatecznie serial okaże się czymś więcej niż nam się wydawało na samym początku.
Liz: Czy uważa Pan że widzowie nadinterpretują serial?
Michael: Często zdarza nam się nadinterpretować rzeczy które nas fascynują i które do nas przemawiają. Możliwe że czasami przesadzamy. To jest serial a nie religia. To dobra zabawa - część interpretacyjna serialu jest bardzo ciekawa i inteligentna. To przede wszystkim rozrywka.
W LOST podoba mi się to, że każdy znajdzie tu coś dla siebie niezależnie jak bardzo jest zaangażowany w serial - można być trochę zainteresowanym albo mieć na punkcie serialu obsesję a i tak zawsze znajdzie się coś ciekawego.
Liz: Mówiąc o obsesji – czy jest pan rozpoznawalny na ulicy?
Michael: Coraz bardziej, ale nieszczególnie na Hawajach, gdzie mieszkam. Może tutejsi turyści mają inne sprawy na głowie. Wielu turystów jest z Japonii a ja nie wiem czy serial jest tam popularny. Jesteśmy obserwowani ale czuję się w miarę anonimowy na swoim podwórku.
Liz: Czy Ben już ostatecznie został wyleczony po swojej chorobie nowotworowej?
Michael: Tak, obecnie nie ma mowy o nawrocie choroby. Już o tym nie myślę. Ale może powinienem.
Liz: Jak Pan sądzi, czy Ben pozna kiedykolwiek Daniela Faradaya?
Michael: Myślę, że prędzej czy później tak.
Liz: Już poznał jego matkę...
Michael: Tak? Czyli kogo?
Liz: To niech Pan mi to powie. Wszystkie znaki na niebie wskazują na Panią Hawking.
Michael: Ahaaa
Liz: Czy Nestor Carbonell (Richard Alpert ) używa kredki do oczu?
Michael: Nie. Taka jego uroda a to rzadkość wśród mężczyzn i nawet kobiet. Tak wygląda po przebudzeniu rano. Ciężko nie podziwiać jego twarzy.
Liz: Czyli Alpert nie ma korzeni w starożytnym Egipcie?
Michael: Nie skreślaj Egiptu, powiem tylko tyle.
Liz: Dowiemy się o co chodzi z posągiem?
Michael: Dowiemy się skąd pochodzi posąg. Nie wiem czy jeszcze zobaczymy sam posąg. Może.
Liz: Dziękuję za rozmowę.
Michael: Cała przyjemność po mojej stronie
Źródło: Washington Post.
Musisz być zalogowany aby komentować newsy.