Jorge Garcia: Wywiad z 2010 roku, cz.I
18 września 2011
maelstrom
W maju 2010 roku, Jason S. Parish przeprowadził bardzo długi wywiad z sympatycznym Jorge Garcia, znanym nam z roli Hugo z LOST. Aktor opowiada o życiu na Hawajach, o zakończeniu pracy nad słynnym serialem o rozbitkach, o swoich planach na przyszłość i radzeniu sobie z popularnością. Zapraszamy do rozwinięcia.
Nadszedł czas zmian w twoim życiu – opuszczasz malownicze Hawaje i wracasz do Los Angeles. Rezygnujesz z raju na rzecz blichtru i czerwonych dywanów…Czy jesteś na to gotowy?
JG: Czy jestem gotowy by powrócić? Nie. Bardzo podobał mi się spokojny tryb życia jaki wiodłem na Hawajach przez ostatnie 6 lat. Było tak miło, a teraz będę zmuszony pojawiać się w miejscach publicznych…. To część mojej pracy. Trzeba czasami bywać w różnych miejscach chociażby po to by załatwić sobie nowy projekt. Na wyspie Oahu nie miałem czasu poświęcać się innym projektom bo już miałem pełno pracy i było mi z tym dobrze. Teraz wszystko się zmieni. Od kiedy zamieszkałem na Hawajach, bardzo spodobało mi się życie we własnym domku (z dziewczyną Bethany Shady). W Los Angeles bardzo chciałbym mieć kawałek swojej ziemi abym mógł tam uprawiać ogródek. Chciałbym też sprawić sobie ładną, przestrzenna kuchnię.
Czy jest ci żal zostawić swój ogródek na rajskiej wyspie i powrócić do chaotycznego miasta? Pewnie jest ci bardzo ciężko?
JG: Nie wiem czy to wszystko jeszcze do mnie dotarło. Chyba uświadomię to sobie kiedy już wsiądę w samolot i wprowadzę się do tymczasowego mieszkania, które wynająłem. Pierwszej nocy w nowym domu będzie mi bardzo smutno. To wielka zmiana. Z jednej strony każdy mój projekt jest tylko tymczasowy, nawet jeśli długo trwa, ale przez sześć lat człowiek już się przyzwyczaja do swojego otoczenia.
Czyli jednak sukces serialu LOST ma swoje ciemne strony? Pewnie masz mieszane uczucia, że z jednej strony możesz się dalej rozwijać, a z drugiej strony musisz opuścić coś, co było dla ciebie ważne….
JG: Jasne, ale jestem bardzo dumny z tych sześciu lat pracy przy LOST i wiem, że ciężko będzie to przebić. Dzięki temu serialowi mam na tyle dobrą sytuację, że mogę odrzucać oferty pracy, które mi się nie podobają. Czekam na ofertę, która zdobędzie moja aprobatę.
Opowiedz o kulturze, stylu życia i rzeczach które pokochałeś na Hawajach. Czy masz jakieś swoje ulubione restauracje albo inne miejsca?
JG: Podobały mi się drobiazgi, takie jak wóz z krewetkami w Kahuku albo zimny kokos i królewska krewetka serwowane w restauracji Giovanni. Na Hawajach warto zwiedzić całe wybrzeże. Tam jest inna mentalność. Ludzie inaczej zachowują się na drogach – przepuszczą cię, gdy próbujesz dołączyć do ruchu i generalnie jeżdżą wolniej. W Los Angeles trzeba zawładnąć drogą i koniecznie kupić jakąś nieruchomość.
Kiedy przeprowadza się wywiad z aktorami takiego serialu jak LOST, często pada pytanie o atmosferę pracy, o przyjaźnie i więzi między aktorami…. Wy naprawdę byliście razem na wyspie i przez wiele dni, tygodni, lat nie tylko pracowaliście razem ale i razem się dobrze bawiliście…
JG: Kiedy się tam wprowadziłem, znałem tylko pozostałych aktorów. W pierwszym roku pracy wszyscy spotykaliśmy się w domu Foxów (rodzina Matthew Foxa) prawie co tydzień. Przesiadywaliśmy przy jego basenie i…..(Garcia wzrusza się)…Najbardziej będzie mi brakować przebywania z aktorami serialu. To był dla nas niesamowity okres w życiu a teraz wszyscy się porozjeżdżają. Pewnie niektórzy będą często zaglądać do Los Angeles ale teraz wszystko się zmieni.
Z jakim bagażem doświadczeń wrócisz z Hawajów, zwłaszcza biorąc pod uwagę tamtejszą kulturę? Jaki wpływ miały na ciebie Hawaje? Czy jesteś teraz bardziej wyluzowany?
JG: Myślę, że tak. Zawsze byłem dosyć wyluzowany i spokojny, ale chciałbym móc się jeszcze bardziej wyciszyć po powrocie. Chciałbym mieć dom, który byłby moim azylem, moim schronieniem. Na pewno miały na to wpływ Hawaje.
Grałes w jednym z najwybitniejszych seriali science fiction w historii telewizji, który odniósł niebywały sukces. Teraz jesteś bardzo rozpoznawalny i ścigany przez fotoreporterów.
JG: To prawda.
Widziałem takie zdjęcie w gazecie, na którym tankowałeś benzynę, a nagłówek brzmiał “Celebryci żyją tak jak my”. To było bardzo krzepiące. Jak podchodzisz do obrony swojej prywatności zwłaszcza gdy ciągle jesteś pod ostrzałem kamer i aparatów fotograficznych? Na Hawajach mogłeś się przed tym uchronić….
JG: W Los Angeles paparazzi są bardziej widoczni więc przynajmniej wiem kiedy się ich spodziewać. Na Hawajach, zwłaszcza podczas kręcenia drugiego sezonu LOST, nie widziałem żadnego fotoreportera a potem nagle w gazetach ukazywały się zdjęcia na których wracałem z mamą z plaży do domu. Tam bardziej się chowali. W takich miastach jak Los Angeles czy w Nowym Jorku widać ich na ulicy albo bezpośrednio do ciebie podchodzą. Wtedy łatwiej sobie z nimi poradzić bo nie jest to żadne zaskoczenie i wystarczy upewnić się, że ma się czystą koszulę oraz uważać kiedy się cos robi.
Bezczelne skurczybyki! Pytam o to dlatego, bo zawsze zastanawiało mnie dlaczego oni to robią. Celebryci często na to narzekają, ale nie zastanawiają się dlaczego tak się dzieje. Dlaczego prywatne życie znanych osób jest opisywane na forum publicznym? Ja myślę, że przez ostatnich 15 lat jest to głównie wina Internetu…
JG: Tak jest! Wszyscy mają własną stronę internetową, na której umieszczają swoje zdjęcia i filmiki. Każdy ma w telefonie komórkowym kamerę. Dlaczego to robią? Najwyraźniej jest na to zapotrzebowanie. Ludzie chcą to czytać bo inaczej nikomu nie opłacałoby się tego robić. Dopóki ludzie są żądni takich formacji, dopóty będzie na to zapotrzebowanie.
Przez Internet ludzie zachowują się jak sępy. Odmawia się znanym ludziom prawa do spokojnego poruszania się po ulicach, wynoszenia śmieci czy tankowania samochodu bo zaraz będzie z tego wielka nowina. Kiedyś gwiazdy Hollywoodu traktowane były jak arystokraci, a teraz chcemy ich widzieć tarzających się w błocie. Nie ma nic ciekawego w tym, że tankujesz sam samochód, nie wiem dlaczego ktoś miałby się tym interesować….
JG: Tak, ale niektórzy znani ludzie sami tego chcą. Zależy im na rozgłosie i sami się podstawiają robiąc szum wokół siebie. Ja czegoś takiego nie robię i nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Kiedy jest jakaś impreza, przejdę się po czerwonym dywanie bo taka moja praca, ale staram się nie być pożywką dla dziennikarzy.
Wszystko jest napędzane jakimiś plotkami….
JG: Dlatego staram się unikać pewnych miejsc i po prostu spokojnie żyć. Są takie bardziej zatłoczone miejsca, których szczególnie unikam….
Na przykład centra handlowe?
JG: Do sklepów chodzę bo bardzo to lubię, chociaż nie mogę tego powiedzieć o Los Angeles. Na Hawajach są takie miejsca, gdzie pojawia się wielu ludzi z kamerą. Kiedy moi znajomi i rodzina idą zobaczyć takie miejsce, mówię im, ze raczej do nich nie dołączę. Takim miejscem jest np. Pearl Harbor.
Ale na pewno jest coś w Los Angeles za czym tęskniłeś (Jorge śmieje się) bo przecież to nie jest najgorsze miejsce na świecie (oboje wybuchamy śmiechem)?
JG: Najbardziej tęskniłem za przyjaciółmi. Można powiedzieć, że nie było mnie z nimi przez 6 lat, pomijając krótkie wypady do miasta na jakieś konferencje prasowe i podczas wakacji. Teraz będę mógł nadrobić stracony czas. Niedawno dowiedziałem się, że mój znajomy będzie miał dziecko. Nie miałem zielonego pojęcia, że jego żona jest w ciąży. Nie widziałem się z nimi od 6 lat i było to dla mnie ogromne zaskoczenie. Teraz cieszę się, że będę mógł się z nimi spotkać.
Kolejne części wywiadu już niedługo na portalu
Musisz być zalogowany aby komentować newsy.