Ken Leung, znany fanom LOST z roli Milesa Straume, wspierany przez Komitet ds. Uchodźców i Imigrantów (USCRI) odwiedził niedawno obozy uchodźców w Etiopii. Aktor wypowiedział się na temat sytuacji mieszkańców obozów. Wywiad z Leungiem w rozwinięciu.
10 grudnia obchodzony był Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka. Z tej okazji przedstawiciele USCRI wraz z Kenem Leungiem wybrali się w 9-dniową podróż po Etiopii by przyjrzeć się warunkom panującym w obozach dla uchodźców. Wielu uchodźców pozbawionych jest podstawowych praw człowieka, w tym prawa do pracy, swobodnego przemieszczania się i prawa do godnego życia.
Ostatnio rząd Etiopii przyznał uchodźcom prawo do swobodnego przemieszczania się. Wcześniej nie mogli opuszczać obozów, wybierać miejsca zamieszkania, kształcić się i integrować z resztą społeczeństwa.
Leung zainteresował się problemami uchodźców za sprawą kolegi z planu LOST, Jeffa Fahey, który został Międzynarodowym Ambasadorem organizacji USCRI (przeczytaj o tym tutaj). Niedawno w wywiadzie dla marokańskiej telewizji, 40-letni aktor przyznał, że odłożył na bok wszystkie projekty aby w pełni poświęcić się sprawom uchodźców. Teraz Leung postanowił odwiedzić obozy w Shemelba i Mai-Aini.
Wywiad z Kenem Leungiem przeprowadzony przez USCRI
USCRI: Jakie wrażenie zrobiły na tobie obozy uchodźców w Etiopii. Opowiedz nam, co zobaczyłeś.
Ken Leung: Odnoszę wrażenie, że te obozy to miejsca stłamszonych obietnic i bastiony takiego rodzaju odwagi, której nigdy nie pojmę. Pomimo braku niezwykle potrzebnych dóbr – ubrań, leków, opału czy prądnicy, uchodźcy tworzą wspólnoty i wybierają reprezentantów, którzy w ich imieniu opowiadają o swoich problemach. Na przykład, w obozie w Mai-Aini, 14-letni chłopiec i dziewczynka, którzy wyglądali jakby mięli 7 lat, wypowiadali się w imieniu górników. Powiedzieli nam, że coraz więcej dzieci przedostaje się przez granice Eritreii.
USCRI: Widziałeś sytuację w obozach. Co cię zaskoczyło odnośnie warunków życia uchodźców?
KL: Zaskoczyło mnie to, że obóz w Shemelba ma swoiste centrum i sąsiadujące dzielnice. Zaskoczyło mnie, jak niewiele nam potrzeba by żyć. Mamy nieograniczony potencjał.
USCRI: Czy uchodźcy w obozach ucieszyli się na twój widok? Czy miałeś okazję z nimi porozmawiać?
KL: Poruszaliśmy się w grupie z ramienia UNHR i lokalnej organizacji ARRA. Najczęściej rozmawialiśmy z przywódcami uchodźców, którzy nas ugościli. Po oficjalnych spotkaniach, ludzie sami do nas podchodzili i wtedy relacja już była zupełnie inna. Jedni byli ciekawi, a niektórzy pełni nadziei. Reprezentant starszyzny w Mai-Aini wziął mnie za rękę i prosił bym o nich nie zapomniał. Jest jeszcze tyle do powiedzenia i do zrobienia. Poczułem potrzebę pomagania im i spotykania się z nimi.
USCRI: Jakbyś określił atmosferę panującą w obozach?
KL: W Shemelba widzieliśmy jedną z klinik, gdy odwiedzaliśmy ambulatorium. Atmosfera była przygnębiająca. Kogoś wynosili na noszach, dookoła ludzie czekali w kolejce. Było strasznie gorąco, słonce dawało nam w kość.
Za to fajnie było w szkole w Shemelba. Odwiedziliśmy jedną z klas. Wszyscy byli podekscytowani na nasz widok. Odniosłem wrażenie, że każdy dzieciak w tej szkole chciał tam być. Przed szkołą podbiegła do nas grupa dziewczynek. Aż krzyczały z wrażenia gdy pokazałem im ich zdjęcia z aparatu. Była w nich nadzieja i oczekiwanie.
USCRI: Czy po odwiedzeniu obozów, zmienił się twój obraz uchodźców?
KL: Kiedy w telewizji ogląda się uchodźców w obozach, zazwyczaj uogólnia się ich sytuację. Teraz postrzegam ich jako wyjątkowych ludzi – każdy jest indywidualnością.
USCRI: Jak chciałbyś pomóc uchodźcom?
KL: Cały czas będę o nich pamiętał i starał się spędzać z nimi jak najwięcej czasu. Chcę ich wysłuchać gdy mają coś do powiedzenia, lub kiedy milczą. Chciałbym reagować tak, jak podpowiada mi serce i wypowiadać się z myślą o ich szczęściu.
USCRI: Jak twoim zdaniem my i reszta świata powinniśmy pomagać uchodźcom?
KL: Mogę tylko mówić za siebie. Mam zamiar kontynuować tę współpracę i robić wszystko, co w mojej mocy.
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.