Michael Emerson, znany jako nieprzewidywalny Ben Linus z LOST, opowiada o szóstym sezonie serialu, swojej roli, aktorstwie i ulubionych produkcjach telewizyjnych. Zapraszamy do rozwinięcia.
Jak bardzo podobała ci się praca przy LOST?
ME: Praca przy LOST to sama radość. Świetnie się bawiłem ponieważ Benjamin Linus to wspaniała postać, a ja dostawałem świetne scenariusze. Bardzo podobało mi się występowanie w tym tajemniczym świecie grając tajemniczego bohatera. Scenarzyści wszystko za mnie załatwili. Ja po prostu grałem Bena jako osobę mroczną i nieokreśloną. W ten sposób widzowie byli zainteresowani ale i dezorientowani.
Czy podobało ci się odkrywanie tajemnic LOST w ostatnim sezonie serialu?
ME: To była jedna z najbardziej ekscytujących rzeczy w ostatnim sezonie. Serial nadal był komplikowany i tajemniczy ale równocześnie poznawaliśmy odpowiedzi na wiele ważnych pytań. Nie miałem pojęcia co się wydarzy w szóstym sezonie, ale ja zawsze byłem ostatnią osobą, która orientowała się w sytuacji. Zawsze inni musieli mi podpowiadać co się dzieje.
Jak według ciebie powinien zakończyć się ten serial?
ME: Nigdy nie myślałem o takich sprawach. Ufałem scenarzystom i wierzyłem, że ich wyobraźnia przewyższa moją. Kiedy już coś wymyśliłem, okazało się że moje pomysły są nieciekawe więc unikałem tworzenia teorii i historyjek. Po prostu spoglądałem na scenariusz i akceptowałem co w nim jest.
Czy to prawda, że Matthew Fox jako jedyny z aktorów znał zakończenie serialu?
ME: Ludzie sądzą, że Matthew znał zakończenie, ale ja nie byłbym taki pewien. Może wszystko zmyślił? Mielibyśmy pewność tylko wtedy, gdyby nagrał się na taśmie z odpowiednią datą, schował ją do sejfu i wyjął dopiero po skończeniu zdjęć finału. Nigdy nie poznamy prawdy.
Czy podobał ci się finał piątego sezonu?
ME: To było wspaniałe zakończenie sezonu w serialu, który szczyci się genialnymi finałami sezonów. Świetnym rozwiązaniem było podzielenie tych niesamowitych zwrotów akcji na dwie części. Każdy z nich był na tyle zakręcony, że przyciągał nas do sezonu szóstego. Moim zdaniem, finał był niesamowity i bardzo się cieszyłem, że mogłem zagrać w takiej scenie. Benjamin Linus jest wyrachowany ale czasami postępuje dziecinnie i daje się ponieść emocjom. Właśnie tak się stało pod koniec sezonu piątego. Byłem bardzo zaskoczony gdy przeczytałem scenariusz i nie mogłem się doczekać by to zagrać.
Wracając do szóstego sezonu, co sądzisz o teoriach, że to Benjamin Linus był prawdziwym zbawcą w serialu, i że wcale nie był czarnym charakterem?
ME: Zawsze uważałem, że istnieje taka możliwość, ale nie miałem pojęcia co czeka Bena. Właściwie nie wiedziałem, jak potoczą się losy wszystkich bohaterów serialu. Szczerze mówiąc, byłem zdziwiony, że Ben przetrwał tak długo. Zaskoczyło mnie też, że po tylu latach cały czas był tak samo fascynującą postacią. To wszystko zasługa wspaniałych scenariuszów.
Czy lubisz Bena Linusa?
ME: Ben jest wyrachowana osobą. Trzeba polubić swojego bohatera, albo chociaż go akceptować, bo ta postać staje się częścią nas. Czasami jednak Ben mnie zaskakiwał. Nie mogłem uwierzyć w to, co wyrabiał.
Jaki fani LOST reagują, gdy widzą cię na ulicy?
ME: Reakcje są różne. Niektórzy nie odróżniają mnie od postaci którą gram i krzyczą na mnie. Inni specjalnie przechodzą przez ulicę żeby do mnie podjeść i powiedzieć, że przestali oglądać serial bo nie mogli mnie znieść. Ale mnie się to podoba. Fajnie być czarnym charakterem.
Który czarny charakter, znany z filmów, mógłby być idolem Benjamina Linusa?
ME: Ben jest kulturalny więc pewnie ktoś taki jak Hannibal Lecter mógłby zostać jego wzorem do naśladowania. Albo czekaj... Jak się nazywał ten bohater z „Białej damy”? Hrabia Fosco! To jeden z pierwszych kulturalnych i eleganckich łotrów. Chyba on lepiej pasuje.
Jak myślisz, dlaczego LOST odniósł taki sukces?
ME: Myślę, że ludziom tak bardzo spodobał się LOST bo serial zmieniał się z każdym nowym sezonem. Za każdym razem ta historia przedstawiana była inaczej. Pierwszy sezon to tylko taka przystawka – wierzchołek góry lodowej. Każdy następny sezon sprawiał, że LOST stawał się coraz lepszy. Na początku szóstego sezonu nie było już opery mydlanej z udziałem rozbitków, tylko pełna tajemnic sfera science fiction.
Czy jakość seriali poprawiła się w ostatnich latach ?
ME: Tak sądzę. Myślę, że znowu wchodzimy w złotą epokę seriali. Obecnie w Ameryce scenariusze do seriali są lepsze od tych filmowych. Naprawdę tak uważam. W telewizji leci teraz wiele wspaniałych seriali.
Krążą plotki, że chciałbyś wystąpić w „Czystej krwi” u boku swojej żony. Czy to prawda?
ME: Czasami człowiek coś palnie i to zdanie nagle zaczyna żyć własnym życiem. Podziwiam seriale Alana Balla i jeśli kiedyś znajdzie dla mnie rolę, chętnie ją zagram. Na razie jednak nie wiem co miałbym u niego zagrać. Wolałbym aby to była jakaś nietypowa rola, a niekoniecznie jakiś srogi Król Wampirów. Mógłbym zagrać dostawcę pizzy z wąsikiem, któremu ktoś urwie łeb. To byłoby fajne.
Które seriale oglądasz w domu?
ME: W zeszłym roku, razem z żoną oglądaliśmy „Siostrę Jackie” i „FlashForward”. Zawsze oglądamy seriale, w których występują aktorzy z LOST, np. „V” z Elizabeth Mitchell. Moja żona uwielbia „Mad Men”. Mnie również podoba się ten serial, ale moja żona ma na jego punkcie jakąś obsesję.
Czy praca przy LOST zmieniła twoje podejście do aktorstwa?
ME: Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie dopóki nie wrócę na scenę. Nie wiem jak teraz poradziłbym sobie z nauką dialogów i z próbami generalnymi do sztuki teatralnej. W czasie pracy przy LOST zupełnie zmieniłem podejście do przygotowania aktorskiego. W takim serialu lepiej za dużo nie wiedzieć, nie przejmować się tajemnicami tylko wyczuwać się w sytuację. Inaczej podchodzi się do pracy w teatrze.
Czy na Hawajach, gdzie kręcono LOST, jest dobrze rozwinięta scena teatralna?
ME: Uważnie obserwowałem scenę teatralną na Hawajach, bo jako człowiek teatru często chodzę na sztuki. Pojawiałem się w lokalnych teatrach i tych studenckich ale za dużo się tam nie działo. Wspierałem tamtejsze dziecięce teatrzyki. Jak tylko pojawiały się występy muzyczne czy taneczne to się zjawiałem.
Czy obawiasz się że od teraz będziesz grał samych łotrów?
ME: Wiem co masz na myśli, ale nie spędza mi to snu z powiek. Za każdym razem gdy dobrze zagram jakąś rolę, wszyscy martwią się, że więcej nie zagram kogoś innego. Moim wielkim sukcesem teatralnym była rola Oscara Wilde’a. Potem wszyscy myśleli że już będę grał tylko ekstrawaganckich Anglików, ale tak się nie stało. Jeśli w branży widzą, że w czymś się sprawdzasz, to chcą abyś robił to częściej. To od nas zależy czy zdecydujemy się na coś innego. Jeśli znowu zaproponują nam podobną rolę, wystarczy grzecznie podziękować i odmówić, no chyba że oferują nam wielkie pieniądze.
Źródło: dutchlostoverig
Komentarze
hehe genialny pomysł
dzięki za wywiad :)
"Mógłbym zagrać dostawcę pizzy z wąsikiem, któremu ktoś urwie łeb. To byłoby fajne."
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.