Terry O’Quinn, znany z roli Johna Locke’a w LOST, opowiada m.in. o atmosferze na planie serialu, o swoich ulubionych programach telewizyjnych i o życiu na Hawajach. Zapraszamy do rozwinięcia.
Co najlepiej wspominasz z planu LOST?
TOQ: Idealny dzień na planie LOST nie miał nic wspólnego z grą aktorską. Na planie zawsze panowała cudowna atmosfera bo na Hawajach jest tak pięknie. To magiczne miejsce. Najmilej wspominam dni, kiedy kręciliśmy ceny na jednej z pięknych plaż na północnym brzegu wyspy Oahu. Mieszkałem niedaleko tego miejsca. Słonko świeciło i wiał wiatr. Wychodziłem z charakteryzatorni i szedłem stronę stołówki po filiżankę kawki. Podchodziłem do innych aktorów i od razu widziałem jak uśmiechnięty Naveen Andrews gra na gitarze. On grał a my śpiewaliśmy piosenki. To moje najmilsze wspomnienia z planu LOST. Takie dni były cudowne.
Jakie piosenki śpiewaliście?
TOQ: Wszystko, od Fleetwood Mac, po Pink Floyd, Beatlesów i Vana Morrisona. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich zespołów i wykonawców, których piosenki śpiewaliśmy. Naveen Andrews potrafi zagrać każdy utwór. Albo z miejsca wykapuje jak go zagrać, albo od razu go zna. To chodząca encyklopedia muzyczna.
Z tego wynika, że ta praca była bezproblemowa. A były jakieś negatywne strony pracy przy serialu LOST?
TOQ: Jedynym minusem był brak pracy. Tak bardzo uwielbiałem grać w LOST, że najgorzej się czułem, gdy nie brałem udziału w jakimś odcinku. Z wszystkimi pracowało się wspaniale, dlatego czułem się wyobcowany gdy nie było mnie na planie.
Która scena najbardziej zapadła ci w pamięć?
TOQ: Najbardziej zapadła mi w pamięć scena w trzecim odcinku pierwszego sezonu. W tej scenie panuje kompletny chaos po katastrofie samolotu, a John Locke zdaje sobie sprawę, że może chodzić. Ta scena była fantastyczna a nasz reżyser, Jack Bender, wspaniale ją poprowadził. To był bardzo wzruszający moment, w co swój wkład miała również muzyka Michaela Giacchino. Fenomenalna scena.
Masz jakieś inne ulubione sceny?
TOQ: Uwielbiam scenę z piątego sezonu, z Michaelem Emersonem, w której Locke chce się powiesić, ale wtedy wchodzi Linus i go zabija. To był wspaniały dzień na planie. Czuliśmy się, jakbyśmy występowali w teatrze. Dobrze się przy tym bawiliśmy, a ja czułem, że muszę dać z siebie wszystko. To było cudowne.
Jak myślisz, co sprawiło, że LOST odniósł taki sukces?
TOQ: Wszystkie elementy produkcyjne LOST stały na najwyższym poziomie. Nigdy nie widziałem czegoś tak wspaniałego w telewizji. Cała produkcja, aktorstwo, reżyseria i muzyka były niesamowite. Kolejnym czynnikiem byli zagorzali fani serialu, którzy chronili sekretów fabuły. Ktoś niedawno zapytał mnie jak to możliwe, że więcej sekretów nie wyszło na jaw. Odpowiedz brzmi, to byłby artystyczny wandalizm gdyby ktoś to wszystko zdradził. Fani serialu nie chcieli aby wyjawiono zbyt wiele szczegółów, więc starali się je chronić. To było wspaniale.
Czy sprawdzałeś w internecie, co widzowie sądzą na temat serialu?
TOQ: Kiedyś rozmawiałem z fanami przez internet, ale pod koniec serialu już tego nie robiłem. Przez pierwszych kilka sezonów wdawałem się w dyskusje z fanami, ale potem ciągle musiałem odpowiadać na te same pytania. Teraz wystarczą mi spotkania z fanami na żywo. Uwielbiam ich spotykać i nigdy nie odmawiam, gdy ktoś prosi o wspólne zdjęcie. Jeśli ktoś chce ze mną pogadać o serialu, to zazwyczaj to robię.
Czy zmartwiłbyś się, gdyby za 10 lat ktoś podszedł do ciebie i zapytał „Co słychać, Locke?”
TOQ: Nie miałbym nic przeciwko. Jeśli jakiś aktor ma z czymś takim problem, to powinien zostać dekarzem albo śmieciarzem i zobaczyć jakby mu się pracowało. To komplement, gdy ktoś o tobie pamięta.
Czego się nauczyłeś grając przez 6 lat Locke’a?
TOQ: Sam nie wiem. Może jestem teraz bardziej pewien siebie? Często nie postrzegamy samych siebie jako ważne osoby, ale Locke pomógł mi odkryć w sobie wiarę we własne możliwości. Mam wrażenie, że teraz ludzie chętniej słuchają się mnie, niż 6 lat temu. Odkryłem też, że jestem lepszym aktorem niż przypuszczałem, a to wspaniała rzecz.
Czy ludzie zwracają się do ciebie po rady?
TOQ: Byłem najstarszy z całej obsady i może trochę się mnie słuchali – ale nie za bardzo. W końcu byłem tylko jednym z wielu aktorów serialu, a wszyscy pomagaliśmy sobie nawzajem. Nie było wśród nas przywódców. Każdy robił swoje.
Jak bardzo podobały ci się Hawaje?
TOQ: Wołałem pracować na Hawajach niż tam mieszkać. Gdybym został tam na zawsze i nie pracował, to chyba bym zwariował. Chciałbym znowu tam dostać pracę. Na Hawajach żyje się zdrowo, przynajmniej osobom w moim wieku. Gdybym nie dostał pracy w LOST, to chyba nie byłbym w takiej formie jak teraz.
W jaki sposób się relaksujesz?
TOQ: Często gram w golfa. Uwielbiam spacerować i pływać. Gram na gitarze i zajmuję się stolarką. Niektórzy myślą, że potrafię surfować, ale to nieprawda. Ludzie twierdzą, że na Hawajach po prostu trzeba surfować, ale gdy widzę jakich nabawili się blizn to mi przechodzi. Mam taką zasadę: nie wyskakiwać z pędzącego pociągu.
Czy często oglądasz telewizję?
TOQ: Jasne. Uwielbiam „You Can Dance”. Uczestnicy tego programu są niesamowici. To są ludzie z ulicy, którzy nagle zaczynają wspaniale tańczyć. To wzruszające i pocieszne dlatego oglądam ten program. Jest o wiele lepszy od „Tańca z gwiazdami”. Lubię też „America’s Funniest Videos” (Najzabawniejsze filmiki Ameryki). Nie oglądam i nigdy nie oglądałem za to seriali dramatycznych.
Jesteś dobrym tancerzem?
TOQ: Jestem całkiem dobry. Czuję rytm i radzę sobie na parkiecie. Uwielbiam też programy przyrodnicze i sportowe. Oglądam wiadomości, ale nie przepadam za programami typu reality show.
Źródło: dutchlostoverig