
Damon Lindelof i Carlton Cuse udzielili wywiadu E!Online. Opowiedzieli o swoich reakcjach na nominacje do Nagród Emmy i zdradzili, za kogo będą trzymać kciuki.
Gratuluje nominacji do Emmy! Jakie towarzyszyły wam emocje gdy dowiedzieliście się o nominacjach? W końcu to za ostatni sezon LOST....Carlton Cuse: Fakt, że zostaniemy nominowani nie był dla nas oczywisty. Wiele wspaniałych seriali, takich jak „Law & Order,” „24” i „Friday Night Lights” nie dostało nominacji. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie będzie nam łatwo zadowolić fanów zakończeniem LOST, więc tym bardziej cieszymy się, że doceniono ciężką pracę całej ekipy serialu. Jesteśmy bardzo dumni, że nominowani zostali też nasi utalentowani współpracownicy.
Damon Lindelof: Towarzyszyły nam zupełnie inne emocje niż zazwyczaj, ponieważ zawsze dzień ogłoszenia nominacji spędzaliśmy w pracy. Rano dowiadywaliśmy się o nominacjach. Przychodziłem wtedy do biura Carltona, ściskaliśmy się, udzielaliśmy kilku wywiadów i wracaliśmy do rozpracowywania kolejnych odcinków. Tym razem, w dzień nominacji, uświadomiliśmy sobie, że już nie pracujemy nad serialem LOST. W czerwcu zawsze robiliśmy sobie wakacje, ale teraz, w lipcu, nie pracujemy nad kolejnymi scenariuszami i dopiero teraz dochodzi do nas, że to już naprawdę koniec. Czym innym jest napisanie scenariusza finału i obejrzenie tego finału, a czym innym powrót do twardej rzeczywistości – to już koniec. Już nie rozpaczamy tak bardzo i powoli zaczynamy akceptować tę sytuację. To wspaniała sprawa, ale jest w tym trochę smutku.
LOST dostał bardzo wiele nominacji. Czy uważacie, że wynika to ze świetnych scenariuszy i gry aktorskiej, czy raczej jest to dowód uznania dla ostatniego sezonu serialu?
C.C.: Chyba nie dostaje się nominacji w oparciu o sentymentalizm lub długość trwania serialu. Gdyby tak było, serial „Law & Order” już dawno powinien dostać nominacje. To niesamowite osiągniecie, utrzymać serial na antenie przez 20 lat! My mięliśmy to szczęście, że stacja ABC pozwoliła nam zakończyć serial na naszych warunkach. Za to jesteśmy jej dozgonnie wdzięczni. Dla mnie i dla Damona liczyło się to, aby serial nie ciągnął się zbyt długo. Chcieliśmy zakończyć LOST zanim znudzi się widzom. Nie trzeba było na siłę przeciągać pewnych wątków. Mogliśmy trzymać się tego, co chcieliśmy ukazać w serialu. To wspaniale że udało nam się to i jeszcze zostaliśmy nominowani.
Czy od początku planowaliście zgłosić finał LOST, „The End” do nagród Emmy? A może rozważaliście zgłoszenie innych odcinków?
C.C.: Nie planowaliśmy tego, ale kiedy napisaliśmy scenariusz finału i kiedy finał już został nakręcony, bardzo nam się spodobał. Wtedy postanowiliśmy zgłosić właśnie ten odcinek. Zdecydowaliśmy się na to z Damonem, ponieważ uważamy, że ten odcinek najlepiej oddaje naszą pracę i dobrze podsumowuje cały serial. To prawdopodobnie najlepszy odcinek, jaki mogliśmy zgłosić.
D.L.: Rozmawialiśmy o tym i postanowiliśmy iść pod prąd. Ze zgłaszaniem odcinków do Emmy zawsze był problem, ponieważ nie chcieliśmy zgłaszać odcinków niezrozumiałych dla osób, które nigdy nie oglądały serialu LOST. Może w tym sezonie było kilka niezależnych odcinków, które bardziej nadawały się do nominacji, ale tak naprawdę cały szósty sezon polega na tym, że trzeba znać cały serial. Nawet odcinek „Ab Aeterno” spodobał się dlatego, że przez trzy sezony widzowie zastanawiali się kim jest ten Richard Alpert? My stwierdziliśmy, że jeśli finał LOST nie zasługuje na zgłoszenie do nominacji, to cały sezon szósty nie zasługuje na nominacje do Emmy.
Czy w dzień nominacji rozmawialiście z innymi nominowanymi?
C.C.: Nie rozmawiałem bezpośrednio z aktorami. Napisałem kilka emaili do nominowanych. W tym roku jest nieco inaczej, bo nie pracujemy i nie widzimy się wszyscy na śniadaniu. Wszyscy ludzie pracujący przy serialu serdecznie gratulują sobie nawzajem. Źródłem sukcesu LOST była niesamowita atmosfera na planie. Byliśmy szczęśliwi, że mieliśmy pretekst aby znowu skontaktować się z ekipą serialu.
D.L.: Tak samo czuliśmy się przed zakończeniem serialu. Kiedy ktoś był nominowany, razem z Carltonem dzwoniliśmy i gratulowaliśmy sukcesu. Byliśmy ich szefami i to było normalne zachowanie. Teraz już nie jesteśmy ich szefami, tylko przyjaciółmi, którzy pracowali z nimi nad serialem. Tak samo było w ostatni dzień zdjęć. Wszyscy się spotkaliśmy i mieliśmy takie poczucie wspólnoty. Nie ma żadnej hierarchii bo nie pracujemy już razem. Mogliśmy sobie odpuścić zawodowe podjecie do serialu, uściskać się, wypłakać i zachowywać się na luzie. To tak jak po zakończeniu liceum. Wszyscy ukończyli szkołę i wybierają się na studia. Zawsze będziemy wspominać ten czas z ogromnym
Dlaczego teraz przerwaliście milczenie? Czy to też było planowane?
D.L.: Nie planowaliśmy tego. Po finale każdego sezonu zawsze odmawialiśmy wywiadów, bo skoro mieliśmy dość samych siebie, to co dopiero mieli sądzić o nas inni ludzie? Zawsze przerywaliśmy milczenie na ComicCon, ale oczywiście nie będzie nas na zjeździe w tym roku, bo już nie mamy czego promować. Nie byliśmy zainteresowani wspominaniem serialu i analizowaniem swojej pracy. Jakiś czas temu, gdy byliśmy na wakacjach, zadzwonili do nas z ABC i spytali, czy chcielibyśmy udzielić kilku wywiadów. Wtedy pierwszy raz, od jakiegoś czasu, skontaktowaliśmy się ze sobą. Skoro serial został doceniony, to czujemy że powinniśmy wyrazić naszą radość z tego powodu. Nie mamy powodu aby nigdy wiecej nie spomniec o LOST. Nawet jeśli serial nie zostałby nominowany, i tak w pewnym momencie zaczęlibyśmy rozmawiać o....
CC: Będziemy błagać o robotę w Starbucks [śmiech.]
I na koniec chciałem zapytać kogo z nominowanych jeszcze wspieracie, oprócz LOST oczywiście.
C.C.: Bardzo się cieszę że Ryan Murphy i jego „Glee” został doceniony. Ten serial idzie z duchem czasu. Podobnie było z naszym serialem, wiec cieszymy się że teraz to samo przezywa Ryan. To świetny facet a jego serial nie bez powodu jest tak popularny.
D.L.: Ja i Carlton, oraz wszyscy scenarzyści LOST, bardzo lubimy „Modern Family”. W każdy czwartek rozmawialiśmy o tym serialu. Steve Levitan i Chris Lloyd są niesamowici. Każdy w tym serialu jest przemiły. Chciałem też dodać, że kiedy zaczynaliśmy pracę przy LOST, wszyscy mówili, że nastąpiła era dramatów telewizyjnych typu „Gotowe na Wszystko” i „Chirurdzy,” i że seriale komediowe już się skończyły. Mało było ciekawych komedii po zakończeniu „Przyjaciół” i „Seinfield’a”. Teraz seriale komediowe wróciły z wielkim hukiem, i to nie tylko dzięki „Glee” i „Modern Family,” ale również dzięki „Teorii Wielkiego Podrywu,” „Jak poznałem waszą matkę” i „Dwóch i pól”. Nigdy wcześniej nie było aż tylu dobrych seriali komediowych. Już nie wspominając o niesamowitych komediach „Rockefeller Plaza 30” i „The Office”. A wracając do dramatów telewizyjnych, cieszę się że wreszcie doceniono Matthew Foxa jako aktora pierwszoplanowego oraz Kyle Chandler i Connie Britton. „Friday Night Lights” jest zachwalane przez krytyków ale jakoś nie może zdobyć Emmy. Dobrze że wreszcie zostało zauważone.
Musisz być zalogowany aby komentować newsy.