Fanom niesamowitego serialu LOST nadal ciężko pożegnać się z ich ulubioną produkcją telewizyjną. Co prawda kilka podróbek serialu zagościło w ramówce stacji ABC, ale nie udało im się podbić serc i umysłów widzów. Trudno wypełnić pustkę po tak fascynującym, ambitnym i wymagającym serialu jakim był LOST. Sześć miesięcy po emisji kontrowersyjnego finału serii, Reporterzy Hollywood.com wspominają LOST i omawiają spuściznę, którą po sobie zostawił. Zapraszamy do rozwinięcia.
Sam Morgan:
Minęło 6 miesięcy. Sześć miesięcy od dnia, na który musieliśmy czekać sześć lat. Teraz, z perspektywy czasu, musimy odpowiedzieć sobie na dwa ważne pytania: co sądzimy na temat zakończenia serialu LOST i jak podobał nam się cały serial?
Aby odpowiedzieć na to drugie pytanie, muszę porównać pierwszy odcinek z ostatnim (ojej, powracają LOST-owe migreny). Czy serial zakończył wszystkie swoje wątki i w zadawalający sposób odpowiedział na wszystkie nasze pytania? Oczywiście, że nie, ale za to osiągnął coś niesamowitego - w bezprecedensowy sposób wykorzystał nośnik, jakim jest telewizja. Twórcy serialu, Damon Lindelof i Carlton Cuse, doskonale wiedzieli, w których momentach wykorzystać tajemnicze i zaskakujące sceny w wyznaczonych ramach czasowych (między przerwami na reklamę, przerwami w emisji i podczas finałowych scen sezonów). Właściwie oni tak dobrze operowali elementami zaskoczenia, tajemnicami i sensacją, że sami strzelili sobie w nogę. Widzowie tak bardzo wkręcili się w mitologię LOST, że kiedy przyszło do zakończenia serii, ludzie wkurzyli się, że nie wszystkie elementy tej wielkiej układanki zostały odkryte.
Uważam, że niektóre tajemnice mogłyby być lepiej wyjaśnione, ale LOST właściwie nic takiego nam nie obiecywał. Ten serial był bardzo wymagający, ale uzyskane odpowiedzi od początku nie miały szans z wyjaśnieniami, które sami sobie wymyślaliśmy. Mimo to, LOST jest serialem złożonym z 6 niesamowitych sezonów, i jeszcze przez wiele lat następne pokolenia będą odkrywać jego magię.
Daniel Hubschman:
Przyglądając się produkcjom telewizyjnym z ostatniej dekady, uświadomiłem sobie jakim jestem szczęściarzem. Nie tylko mogę zanosić się śmiechem oglądając takie komedie jak „The Office” i „It's Always Sunny In Philadelphia”, ale również mogę podziwiać najlepsze seriale dramatyczne w historii telewizji. Wśród produkcji, które odmieniły podejście do seriali dramatycznych znalazł się LOST stacji ABC. Oglądanie tego epickiego serialu nasączonego odniesieniami do pop-kultury było niesamowitym przeżyciem, a każdy kolejny sezon dostarczał nam coraz większych emocji. Powiedzieć, że jestem jego fanem, to za mało. Przez lata, z uśmiechem na twarzy przeżywałem wydarzenia na Wyspie i w szeregach Inicjatywy DHARMA. Ten serial był dla mnie ważny, a nie mogę tego samego powiedzieć o żadnej innej produkcji telewizyjnej.
Co mnie (oraz milionom fanów na całym świecie) tak bardzo podoba się w LOST? Może chodzi o samą fabułę, oraz o połączenie wątków religijnych i filozoficznych? Ten serial jest ponadczasowy, ponieważ te wątki były uniwersalne a jednocześnie bardzo osobiste. LOST komentował społeczne problemy ale również dostarczał ekscytującej rozrywki. Jestem przekonany, że źródłem sukcesu serialu jest to, w jaki sposób odzwierciedlał nasze życia. To właśnie jest jego siłą – ukazanie ludzkich rozterek za pomocą naszych bohaterów.
No właśnie, o to chodzi – o bohaterów serialu. To oni sprawili, że LOST jest tak niesamowity. Chociaż nie wszystkie wątki dotyczące historii wyspy zostały wyjaśnione (np. światło w sercu wyspy, znaczenie cyfr i wiele, wiele INNYCH), naszą stałą zawsze byli rozbitkowie lotu Oceanic 815. Razem z nimi odkrywaliśmy tajemnice Wyspy, a przy okazji dowiadywaliśmy się o osobistych problemach rozbitków. I wiecie co? Każdy widz mógł odnaleźć cząstkę siebie w Jacku, Hurleyu, Kate, Jinie, Claire i innych. Niezależnie czy mamy trudne relacje z ojcem, problemy z prawem, pecha w życiu czy kryzys wiary, na Wyspie zawsze nalazł się ktoś, z kim mogliśmy się identyfikować. LOST nie opowiadał o ratowaniu świata przed Potworem. W serialu chodziło o bohaterów, którzy chcieli odkupić swoje winy i odmienić swoje nieszczęśliwe losy. To właśnie powinniśmy wynieść po 6 latach oglądania tych tajemniczych i fascynujących historii.
Eric Sundermann:
Jak mawiał Andy Bernard, nie ma nic lepszego, niż „odpalenie mojego LOSTa.”. Strasznie mi tego brakuje.
Brakuje mi moich teorii. Tęsknie za 5-sekundowymi scenami, które potrafiły wpłynąć na fabułę całego serialu. Brakuje mi ciężkiego oddechu Jacka i gorącego ciałka Kate. Brakuje mi Desmonda, który do wszystkich zwracał się „bracie”. Brakuje mi porad Jacoba. Tęsknie za Dymkiem i za gierkami Bena. Brakuje mi rozważań Locke’a dotyczących wiary. Brakuje mi kłótni z przyjaciółmi na temat fabuły serialu. Brakuje mi serialowych imprezek. Chciałbym znowu godzinami przesiadywać w internecie w poszukiwaniu ciekawych teorii, by na końcu przekonać się, że żadna z nich nie była prawidłowa. Brakuje mi Hurleyowskiego „stary”.
Najbardziej jednak brakuje mi samego LOST ponieważ to był pierwszy, i być może ostatni, serial który tak bardzo mnie wkręcił. Zawsze chciałem dowiedzieć się, co dalej się wydarzy. To było mi potrzebne nie tylko dlatego, że ta historia była tak dobrze rozpisana, ale dlatego, że szczerze przejmowałem się losami bohaterów. Oni byli jak rodzina – moja rodzina. Życzyłem im powiedzenia tak mocno, jak życzę powodzenia swoim bratankom. Chciałem aby pokonali wyspę, niezależnie od jej tajemniczości i znaczenia. Udało im się to – zwyciężyli. Teraz czuję się jak dumny rodzic, który widział jak jego dzieci dorastają, kończą szkołę i rozwijają swoją karierę – wreszcie nastał czas, by pozwolić im odejść.
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.