Evan Schumacher postanowił jeszcze raz obejrzeć szósty sezon serialu LOST oraz epilog na DVD pt. „The New Man in Charge”. Chcielibyście dowiedzieć się, co sądzi o ostatnim sezonie, oraz który odcinek uważa za najlepszy, a który za najgorszy? Który aktor zrobił na nim największe wrażenie? Czy warto jeszcze raz obejrzeć ostatni sezon? Ciekawą recenzję sezonu 6 i epilogu znajdziecie w rozwinięciu - zapraszamy.
Oj, sezonie szósty. Każda scena w serialu sprowadzała się do tego zakończenia. No, może oprócz scen z Nikki i Paulo. O nich możemy zapomnieć. Generalnie, szósty sezon miał być uwieńczeniem najlepszej opowieści w historii telewizji. Ale za nim do tego doszło, przez wiele odcinków musieliśmy domyślać się jak to wszystko się zakończy. Nie wiem czego mieliśmy się spodziewać, ale dostaliśmy właśnie takie zakończenie. UWAGA SPOILERY.
Na początku ponownie znaleźliśmy się na pokładzie samolotu Oceanic 815. Dobra, czyli jednak plan z bombą Jughead wypalił, i wszystkie poprzednie wydarzenia nie miały znaczenia. Fajnie. No i jeszcze powstał problem paradoksu czasowego. Pamiętam, że tak bardzo zawiodłem się wtedy na scenarzystach, że nawet nie podobał mi się komputerowy obraz zatopionej wyspy.
Aż tu nagle, po przerwie na reklamy, okazało się że nasi bohaterowie jednak są na wyspie i że mamy do czynienia z drugim wymiarem. W tym momencie przypomniał mi się Star Trek – mamy dwie linie czasowe, przy czym jedna ma wpływ na drugą. Scenarzyści chcieli, abyśmy tak myśleli aż do ostatniej sceny serialu, kiedy to dowiedzieliśmy się, że ten drugi wymiar to jednak zaświaty. Nie bardzo podobało mi się takie rozwiązanie, ponieważ jedyny wpływ, jaki ten drugi świat miał na tę pierwszą linię czasową był taki, że Desmond chciał sprowadzić wszystkich do tamtego świata. Tymczasem, Desmond z zaświatów chciał sprawić aby wszyscy się spotkali by wspólnie „odejść”. To wszystko sprawiało wrażenie, że trzeba połączyć dwie linie czasowe aby móc zabić Faceta w Czerni.
Ale to nic nie szkodzi, ponieważ ten drugi świat nie miał nic wspólnego ani z Facetem w Czerni ani z wyspą. Kiedy Jack zamknął oczy w finale, jedyny wniosek jaki przyszedł mi do głowy był taki, że na wyspie zakończono akcję serialu, a w zaświatach zakończono wątki naszych bohaterów. I to nie tylko tych, którzy przeżyli, ale także tych, którzy już dawno temu zginęli.
Kiedy pierwszy raz obejrzałem szósty sezon, byłem bardzo zawiedziony tym drugim światem i jego rolą w serialu. Nie zrozumcie mnie źle, ten świat był intrygujący ale tylko dlatego, że zastanawialiśmy się jaki będzie miał wpływ na główne wydarzenia. Na końcu okazało się, że nie miał większego znaczenia. Jak się okazało, był to sposób byśmy mogli pożegnać się z bohaterami i aby oni mogli pożegnać się z nami. Za pierwszym razem trudno było to wychwycić.
Oglądając szósty sezon za drugim razem, kiedy już wiedziałem, że ten inny wymiar to zaświaty, przyznam się że byłem zachwycony. Przy każdym spotkaniu bohaterów i przypomnieniu ich dawnego życia płakałem. Pięknie było zobaczyć tych ludzi wreszcie wolnych od wyspy i od wszystkiego, co tłamsiło ich w życiu, wolnych od samych siebie. Mogli wreszcie o wszystkim zapomnieć, oprócz o swoich ukochanych. Pewnie jeszcze raz obejrzę ten sezon bo jestem ciekaw, czy znowu zrobi na mnie takie samo wrażenie. W końcu wszystkie poprzednie sezony oglądałem cztery razy, a ten dopiero dwukrotnie.
Ponieważ za pierwszym razem, ten inny świat zagarnął całą moją uwagę, nie skupiłem na wspaniałych scenach na wyspie. Tym razem zachwycił mnie Terry O’Quinn jako Facet w Czerni. To niesamowity aktor, a jego role Faceta w Czerni i Johna Locke’a w odcinkach “The Subsitute,” “Dr. Linus,” “The Candidate,” i “The End” zapierają dech w piersiach. Michael Emerson jak zawsze jest bezbłędny dlatego cieszę się, że ci aktorzy dostali własny serial w stacji NBC.
Warto pochwalić Matthew Foxa. W pierwszym sezonie grał dobrze, ale w drugim i trzecim już przesadzał. Jednak od momentu, w którym krzyczał „Musimy wrócić!” w finale trzeciego sezonu, chyba nareszcie zrozumiał o co chodzi w serialu. On nie jest aktorem, który może improwizować jak Terry O’Quinn. Chyba trzeba Foxowi wszystko wyjaśnić do samego końca, bo podobno znał zakończenie serialu i świetnie zagrał w sezonie szóstym. Każda scena z jego udziałem była niezapomniana. Genialnie grał Jacka w zaświatach, zwłaszcza w scenach ze swoim synem i kiedy nie chciał się obudzić. Na wyspie dominował w każdej scenie, chociaż robił to w bardzo subtelny sposób. W tym sezonie aż milo było go oglądać.
Oczywiście świetnie oglądało się Josha Hollowaya i Jorge Garcia, a także Jeffa Fahey i Kena Leunga. Najlepszym elementem innego świata było oglądanie bohaterów w innej odsłonie, albo po prostu możliwość ponownego ich obejrzenia. Wszyscy fani słusznie zaczęli świrować, gdy znowu ujrzeli Charliego. To jeden z najpopularniejszych bohaterów serialu i dlatego świetnie było zobaczyć, jak przez przypadek stał się prowodyrem wszystkich wydarzeń w zaświatach.
Kolejnym ważnym momentem serialu, który chciałbym przeanalizować, jest odcinek “Across the Sea,” dzięki któremu dowiedzieliśmy się, dlaczego samolot 815 w ogóle rozbił się na wyspie. Mimo iż fabuła tego odcinka była wspaniała, zaserwowano go zaraz po śmierci Jina, Sun i Sayida, oraz tuż przed wielkim finałem. Chociaż nie widzę dla niego innego miejsca, uważam że to powinien być 2-godzinny odcinek, w którym ukazane są sceny z Facetem w Czerni i duchem Jacoba, albo coś w tym stylu. Każdy inny odcinek nawiązywał do głównych wydarzeń, ale “Across the Sea” był takim mięsem armatnim, rzuconym przed końcem czasu. Fajna historia, ale nie podobała mi się jej forma.
Ostatnia scena, w której wszyscy bohaterowie są w kościele była niesamowita. Kiedy samolot się rozbił, pasażerowie byli tylko grupą nieznajomych, ale na końcu powstały kochające się pary - James i Juliet, Jack i Kate, Shannon i Sayid (i być może Nadia), Jin i Sun, Hurley i Libby i tak dalej. Oni wszyscy przenieśli się razem. Zastanawia mnie tylko, dlaczego od początku nie mieszkali razem w zaświatach, ale może to zależy od naszej interpretacji? Pewnie niebo (czy cokolwiek podobnego, zgodnie z waszą wiarą) jest lepsze niż przebywanie w zaświatach, w których znowu można zginąć.
Mimo to, kiedy Jack zamknął oczy a Christian otworzył drzwi do kolejnego świata, nasza historia jeszcze się nie skończyła. Hurley, Ben i Walt nadal musieli dokończyć zadanie. W bardzo sprytny, choć może trochę wyniosły sposób, scenarzyści nakarmili nas ostaną porcją mitologii w formie filmu instruktażowego do Stacji Hydra w epilogu “The New Man in Charge.” To był dobry pomysł, ale tylko dlatego, że dołączono do tego scenę z Benem i Waltem w szpitalu psychiatrycznym. Kiedy Ben, Walt i Hurley wrócili na wsypę, wreszcie zakończono wątek Walta. Nie wiem jak z wyspy przemycili busik DHARMA, ale skoro Hurley kontroluje czasoprzestrzeń, może sobie robić co chce.
Najważniejsze w epilogu jest to, że zawsze zostaną wątki, które można dokończyć. Scenarzyści odpowiedzieli tylko na te pytania, na które mieli czas i chęci. Zakończenie serialu można podsumować słowami Matki z początku “Across the Sea” : „Każda odpowiedz stwarza jeszcze więcej pytań”.
Taki właśnie jest LOST. Historia dobiegła końca, ale mimo to nadal trwa bo jest częścią każdego z nas. Zawsze będziemy chcieć dowiedzieć się czegoś więcej, ale jeśli żąda się więcej niż się ma, zgasi się palenisko.
Najlepsza scena: Uwielbiam Jamesa i Juliet dlatego muszę wskazać na ich ponowne spotkanie w odcinku “The End.”
Najlepszy odcinek: Mimo iż w “The End” wszystko ładnie podsumowano, wolę “Ab Aeterno,” ze względu na pięknie ukazaną historię Richarda. Dodatkowym plusem jest większa ilość scen z Markiem Pellegrino i Titusem Welliverem.
Najgorsza scena: Gdy Facet w Czerni poniewiera Richarda w “What They Died For”. To była dziwna, niezgrabna scena z okropnymi efektami komputerowymi.
Najgorszy odcinek: Muszę wskazać na “Across the Sea,” tylko dlatego, że nie było akcji na wyspie w czasie teraźniejszym. Pokazujcie nam naszych ukochanych bohaterów, a nie tylko tych istotnych.
Najgorszy odcinek w całej serii: “Stranger in a Strange Land” z sezonu 3. Po tym odcinku już nigdy nie wspomniano o tatuażach Jacka, co oznacza, że nigdy nie miały żadnego znaczenia.
Najlepszy odcinek w całej serii: Finał sezonu 5, “The Incident.” Nadal jest piękny. Kiedy oglądałem go ponownie, jeszcze bardziej doceniłem coś, co powiedział Bernard. Gdy Kate tłumaczy, że jeśli Jack zdetonuje bombę, wszyscy na wyspie zginą, Bernard odpowiedział: „No to zginiemy. Nam tylko zależy, by być razem. Tylko to się liczy na końcu”. To ciekawe że finał serialu zatytułowany był „Koniec” a liczyło się w nim tylko to, by wszyscy byli razem.
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.