Jaką rolę spełniała wyspa?
Chyba już w dużej mierze odpowiedziałem na to pytanie w
poprzedniej części. Moim zdaniem rola wyspy zawsze była taka sama – miała nauczyć bohaterów tego, co było im potrzebne by ‘przejść dalej’. Każdy z bohaterów miał jakieś problemy i niedokończone sprawy... każdy z nich był dosłownie i w przenośni ZAGUBIONY.
Nie ma co zagłębiać się w religijne aspekty tego „przejścia na drugą stronę”. Niezależnie czy rozbitkowie przenieśli się do nieba, czy rozpoczęli nowe życie, LOST specjalnie nie daje nam konkretnej odpowiedzi odnośnie tego, co się wydarzyło po tym, jak Christian otworzył drzwi. W serialu pojawiły się wszystkie większe religie, a w finale zobaczyliśmy ich symbole.
Bardzo wiele można dowiedzieć się z ostatniej przemowy Christiana Shepharda, zwłaszcza gdy powiedział Jackowi że to miejsce wszyscy stworzyli razem. Gdy przyjrzeć się bliżej bohaterom LOST, każdy z nich był samotnikiem, odizolowanym od społeczeństwa outsiderem. Najlepszym miejscem dla tych ludzi była bezludna wyspa, odcięta od świata, a może nawet położona w innej rzeczywistości....
Dlatego właśnie uważam, że wszyscy zginęli w katastrofie lotniczej. Wyspę stworzyli razem w momencie, gdy obudzili się na plaży w pierwszym odcinku serialu. Może właśnie tak wyobrazili sobie zaświaty, bo każdy z nich pamiętał lot nad Pacyfikiem. Bezludna wyspa była wiarygodnym i logicznym rozwiązaniem. Wspólnie próbowali rozwiązać swoje problemy i nauczyli się żyć razem, zamiast umierać w samotności. Dla tych ludzi najważniejsze było zaufanie, współpraca, przyjaźń i solidarność – to właśnie te wartości, które kształtowały się w nich przez 6 sezonów, pomogły bohaterom zrozumieć, co jest im potrzebne, by przenieść się dalej.
Jest jeszcze jedna kwestia, którą chciałbym poruszyć. Christian powiedział też: „Ja naprawdę istnieję, wszystko co wydarzyło się w twoim życiu działo się naprawdę:”. To ma być dowód, że wszystkie wydarzenia na wyspie, nawet te bardzo dziwne, działy się w prawdziwym świecie i że tylko inna rzeczywistość w sezonie szóstym to te zaświaty stworzone przez rozbitków. Wybaczcie, ale ja w to nie wierzę. To tylko wygodny sposób by ukazać zakończenie, zastępując pierwotny plan pseudo-zaświatami, które pojawiły się tylko w sezonie 6. Możecie się ze mną nie zgodzić, ale mam wrażenie że Christian chciał przekonać widzów, że scenarzyści od początku właśnie w ten sposób planowali zakończyć serial. I chociaż finał bardzo mi się podobał, nie sądzę że wszystko, a zwłaszcza ich pojęcie ‘prawdziwego świata,’ ukazano tak, jak na początku planowano.
Wracając do roli wyspy, to było miejsce pojednania. Składa się z ludzi, którzy zostali sprowadzeni na brzeg wyspy, oraz z różnych miejsc, nazw i przedmiotów. Nasi bohaterowie żyli na tej wyspie i widzieli ją przez pryzmat swojej wyobraźni. Na niej znalazły się rzeczy, które podświadomie zabrali ze sobą, np. Czarna Skała Richarda, czy awionetka brata Eko. Być może sama wyspa sprowadziła te rzeczy by sprawdzić emocje i moralność rozbitków.
Mimo iż wyspa naucza bohaterów jak żyć (w retrospekcjach, futurospekcjach a nawet na samej wyspie), jednocześnie wydaje się mocno podkreślać znaczenie wolnej woli. Często spotykamy bohaterów, którzy wiedzą coś ważnego, ale z jakiegoś powodu nie mogą zdradzić szczegółów. Niezależnie czy mamy do czynienia z tajemniczym Benem, czy z zagadkowymi spotkaniami Hugo z duchem Charliego, nasi bohaterowie zawsze muszą sami odkrywać prawdę. Podobna sytuacja miała miejsce, gdy Locke przywiązał Boone’a do kłody i położył nóż w takiej odległości, by chłopak nie mógł go sięgnąć. Locke dał mu szansę by się uwolnił (dosłownie i w przenośni) ale nie mógł przeciąć więzów za niego. Każdy musi radzić sobie sam, nie wolno ingerować w czyjeś sprawy.
Skoro wyspa ma za zadanie pomóc rozbitkom zbawić się w zaświatach, po co oszukiwać? Nie chodzi o to, by wytknąć komuś jego grzechy – bohaterowie sami muszą wyciągnąć wnioski i uczyć się na własnych błędach. Kiedy już dokonają tego odkrycia, następuje koniec. Boone, Shannon, Ana Lucia, Eko, Charlie... oni wszyscy zginęli krótko po tym, jak rozwiązali największe problemy swojego życia przed katastrofą. Czasami miałem wrażenie, że niektórzy zostawali usuwani z wyspy aby reszta bohaterów nie odkryła prawdy, ale może mogli obserwować ich z ławki rezerwowej i czasami interweniować w ich sprawie. To byłoby dobrym wyjaśnieniem szeptów – o wiele bardziej szczegółowym niż to, które podali nam scenarzyści.
Uważam, że wyspa nie była prawdziwa. Nawet sceny poza wyspą, w świecie Szóstki Oceanic, nie wydawały mi się prawdziwe. Na wyspie wszystko było symboliczne – np. strażnik wyspy musiał napić się ze strumienia zanim przejął dowodzenie. Bohaterowie BUDZILI SIĘ na wyspie, a pewne wizje ukazywały się tyko wtedy, gdy ktoś był nieprzytomny. W taki sposób ludzie nie podróżują na prawdziwą wyspę, ale jest to sposób by dotrzeć do miejsca, gdzie czeka wiele niedokończonych spraw.
Wszyscy, którzy opuścili wyspę, w tym Desmond i Frank, jakoś zawsze na nią wracali by dokończyć swoją misję. Zanim wskażecie na Aarona i Ji Yeon, weźcie pod uwagę te argumenty: a) to są dzieci i nie miały żadnych niedokończonych spraw, b) jeśli wszyscy zginęli w katastrofie, te dzieci nigdy się nie narodziły (na to jest mnóstwo dowodów).
Niezależnie czy uważacie wyspę za prawdziwą czy nie, jej rolą było nauczanie. W LOST chodziło przede wszystkim o to by uporać się ze problemami dotyczącymi tatusiów, mamusiek i seksownych siostrzyczek. W serialu zawsze zestawiano wydarzenia na wyspie z analogicznymi wydarzeniami z życia danego bohatera poza wyspą. To wszystko miało jeden cel – ukazać prawdę. Często w serialu pojawiały się lustra, by bohaterowie mogli obiektywnie spojrzeć na swoją sytuację. To pomogło wyjaśnić wiele znaczących zagadek, zwłaszcza pod koniec serialu, kiedy wszystko stawało się coraz bardziej oczywiste.
Vozzek69
W części III - znaczenie chatki Jacoba
Komentarze
Poza tym to koleś pisze bzdety, które mnie nie interesowały, ani nie interesują
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.