Connor Jessup, aktor który wciela się w rolę Ben Masona w serialu Stevena Spielberga pt. „Falling Skies” opowiada o granym przez siebie bohaterze, o swoich ulubionych filmach z gatunku science fiction i o planie działania przy ewentualnej inwazji kosmitów. Zapraszamy do rozwinięcia.
Ben Manson, grany przez Connora Jessup’a, jest jednym z trzech synów Toma (Noah Wyle), który został uprowadzony przez kosmitów. Jego powrót na rodzinne łono wzbudził wiele emocji u widzów.
Czy zaskoczył cię sukces Falling Skies?
Connor Jessup: Spodziewaliśmy się, że to będzie duży hit. Tego typu serial, z takim zapleczem i wątkami, po prostu jest skazany na sukces. Bardzo się z tego cieszę ale chyba nie zdawałem sobie sprawy, że będzie aż tak popularny. To miło, że wszystkim podoba się nasza praca.
Co takiego w serialu zachwyciło widzów tego lata?
Connor Jessup: Myślę, że różni się od innych produkcji science fiction, chociaż uwielbiam ten gatunek, ponieważ większość tego typu seriali skupia się głównie na tych wątkach science fiction, a w Falling Skies najważniejsze są rozterki bohaterów. Sam fakt, że nasz serial stawia przede wszystkim na dramat powoduje, że docieramy do większej ilości widzów. Oglądają nas ludzie, którzy zazwyczaj nie śledziliby seriali akcji czy produkcji o kosmitach i inwazjach. To świadczy o tym jak dobrze scenarzyści poradzili sobie z połączeniem wątków dramatycznych z gatunkiem science fiction.
Skoro jesteś fanem science fiction, powiedz który film z tego gatunku, lub film o kosmitach, jest twoim ulubionym?
Connor Jessup: Moim ulubionym filmem z gatunku science fiction jest „2001: Odyseja kosmiczna” Stanleya Kubricka. Jestem też wielkim fanem filmów„Łowca androidów” (Blade Runner), “Bliskie spotkania trzeciego stopnia” (Close Encounters) i „Obcy” (Alien). Lubię wiele dobrych filmów tego gatunku.
Jak pracuje się na planie Falling Skies?
Connor Jessup: To jest niesamowite przeżycie. Dopiero zaczynam swoją przygodę z tym biznesem i nigdy wcześniej nie grałem w tak górnolotnej produkcji, z tak wielkim budżetem. To niesamowite przychodzić na plan, gdzie codziennie dzieje się coś ekscytującego – a to eksplozja samochodu, a to jakiś efekt wizualny, którego nigdy wcześniej na oczy nie widziałem. Cieszę się, że mogę przeżywać to wszystko i zdobywać nowe doświadczenia.
Ale inni aktorzy, ekipa produkcyjna i wszyscy związani z tym serialem mają ogromne doświadczenie i ogromny talent. Możliwość pracy z nimi przez dłuższy okres czasu jest dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Wiele się nauczyłem, ale to też świetna zabawa. Wszyscy wspaniale się ze sobą dogadują. Jeśli ludzie spędzają ze sobą tyle czasu przez ponad 3 miesiące, stają się rodziną. Atmosfera pracy była naprawdę fajna.
Co najbardziej lubisz, a co jest dla ciebie najbardziej uciążliwe, przy pracy nad serialem Falling Skies?
Connor Jessup: Najbardziej cenię, jak już wspomniałem wcześniej, pracę z tymi ludźmi. Uwielbiam pracować z aktorami serialu, ponieważ są utalentowani, interesujący i to oni sprawiają, że każdy dzień na planie jest wesoły i pełen emocji. Praca z nimi sprawia, że sam jestem coraz lepszy a to sprawia mi radość.
Co jest najbardziej uciążliwe? Ciężkie pytanie. Może ogromny natłok pracy, bo czasami harujemy przez 13 godzin, pięć razy w tygodniu i jest to strasznie męczące. Można paść. Ale jest to dobry rodzaj zmęczenia, ponieważ stoi za nim poczucie spełnienia, więc nie jest tak źle. Ale to może człowieka dobić.
Chyba nie masz zbyt wielu wspólnych doświadczeń ze swoim bohaterem, Benem, ale z jaką jego cechą najbardziej się identyfikujesz?
Connor Jessup: Przed inwazją on był bardzo podobny do mnie. Był takim molem książkowym. Raczej nie interesował się sportem, tylko większość czasu spędzał w domu. Jego osobowość bardzo przypominała moją.
Interesujące jest dla mnie to, że mogłem się przekonać co by się ze mną stało gdybym to ja został uprowadzony przez kosmitów, oddzielony od swojej rodziny na pół roku i poddany jakimś dziwnym procedurom. Gram tego bohatera tak aby pokazać, że te wszystkie zmienny zaszły też we mnie. W wielu scenach, grając Bena, czułem się po prostu sobą. Z drugiej zaś strony świetnie się bawię gdy odkrywam te dziwne zmiany i efekty uboczne w moim bohaterze.
Czego jeszcze możemy spodziewać się w kolejnych odcinkach Falling Skies?
Connor Jessup: Moim zdaniem, z każdym nowym odcinkiem Falling Skies staje się coraz bardziej ekscytujący.
W każdym odcinku dowiadujemy się czegoś nowego o kosmitach i ich zamiarach, zwłaszcza w stosunku do granej przeze mnie postaci. Ponieważ jeden sezon ma tylko 10 odcinków, nie ma miejsca na żadne zapychacze i bezwartościowe odcinki. Każdy odcinek jest istotny dla fabuły serialu.
Czym jeszcze ostatnio się zajmowałeś, oprócz pracy nad Falling Skies?
Connor Jessup: W maju skończyłem pracę nad takim niezależnym filmem pt. „Bye-Bye Blackbird”. Film opowiada historię nastolatka niesłusznie oskarżonego o planowanie zamachu na swoją szkołę i ukazuje jak bardzo to zmieniło jego życie. Mam nadzieję, że w przyszłym roku ten film pojawi się na paru festiwalach. A teraz cieszę się latem.
Gdyby kosmici przybyli na naszą planetę, czy myślisz że byliby pokojowo nastawieni, czy mieliby mordercze zamiary, jak ci z Falling Skies?
Connor Jessup: Wolałbym, aby nie mieli złych zamiarów. To byłoby dziwne, gdyby kosmici przebyli tak długą drogę, zainwestowali tyle czasu i środków w międzyplanetarną podróż tylko po to, by nas wszystkich pozabijać. Raczej nie szukaliby u nas jakiś bogactw naturalnych, bo skoro potrafią swobodnie podróżować po kosmosie, to pewnie mają wystarczające zasoby na własnej planecie.
Jeśli coś takiego miałoby miejsce, to pewnie kosmici mieliby pokojowe zamiary i chcieliby czegoś się od nas nauczyć. Chyba nie przybyliby z myślą o masowym ludobójstwie – to nie miałoby sensu.
Gdyby jednak kosmici byliby wrogo nastawieni, co byś zrobił aby przeżyć?
Connor Jessup: Pewnie bym uciekł. Co ciekawe w naszym serialu, każdy kto ocalał inwazję po prostu uciekł i się schował. Chyba tylko w taki sposób można przeżyć coś takiego.
Trzeba przenieść się gdzieś w tereny wiejskie, tak jak ruch the Second Mass, ponieważ kosmici na pewno skupią się na miastach. Trzeba trzymać się w grupach, ale nie tak dużych jak ruch oporu bo się wyda. Najlepiej trzymać się w grupie 6- czy 7-osobowej i dobrać się tak, aby każdy w grupie miał jakąś umiejętność, która pozwalałaby przeżyć pozostałym. Na pewno w taki sposób można poradzić sobie na dłuższą metę.